logo

Komunikaty

Lotos Kolej to spółka zależna Grupy Lotos. Niby z racji podległości potentatowi energetycznemu niewiele może, a jednak.

Kiedy pytam prezesa firmy Henryka Grucę o to, czy firma zamierza rozwijać przewozy zewnętrzne i uniezależniać się od Grupy Lotos, ten robi wielkie oczy. Macierzysty Lotos planuje, że za parę lat w Gdańsku przerabiać się będzie nie 6 mln ton, jak dzisiaj, ale ponad 10 mln ton. Ponieważ połowa przerobu Lotosu rozwożona jest koleją, więc perspektywy kolejarskiej spółki jawią się naprawdę różowo.

Prezes Gruca nie obawia się, że transport samochodowy odbierze mu pracę. Po pierwsze dlatego, że wygodniej przewieźć 2,5 tys ton paliwa pięćdziesięcioma wagonami niż prawie setką ciągników siodłowych, gdzie do każdego trzeba nająć kierowcę. Po wtóre, na dłuższych dystansach jest po prostu taniej.

Do Lotosu Kolej należy około 1 proc. przewozów towarów w kraju. Niewiele? W 2006 r. firma przewiozła 60 proc. ładunków więcej niż rok wcześniej. Co roku transportuje około 2,5 mln ton, ale w 2012 r. jej przewozy wzrosną do blisko 7 mln ton. Czyli prawie dwa razy więcej, niż wozi np. Pol-Miedź-Trans.

Dziś koleją transportuje się połowę produkcji Lotosu, ale ten udział ma wzrosnąć. Spółka matka chce, aby kolej stała się alternatywą dla statków, wożących dla gdańskiej rafinerii sporo komponentów z Rotterdamu. Operacja Rotterdam - Gdańsk statkami zabiera 4 doby, zaś transportem kolejowym od 36 do 48 godzin. Byłoby krócej, ale na granicy polsko-niemieckiej, w rejonie Szczecina, wagony są przepinane z lokomotywy niemieckiej do polskiej, bo Lotos Kolej nie ma licencji międzynarodowej.

Tory w pececie

Chociaż Lotos to drugi co do wielkości krajowy przetwórca ropy naftowej, jego spółka zależna wcale nie może liczyć na fory u firmy matki.

- Mamy w Lotosie ceny hurtowe na paliwo. Nie ma preferencji. Ceny takie same jak dla firm zewnętrznych - wyjaśnia Henryk Gruca.

Zużycie paliwa rośnie. Od 200 ton w pierwszym roku działalności (2002 r.), po 7 tys. ton w tym roku. Ale nie ma się co dziwić, skoro jeden kurs do Zduńskiej Woli to 3 tys. litrów paliwa. Stąd parcie na elektryfikację. Bo choć Lotos ma aż 42 km bocznic i uchodzi za jedną z najnowocześniejszych firm w regionie, to trakcja kolejowa nie jest zelektryfikowana. W najbliższych dwóch latach na unowocześnianie trakcji firma wyda 11 mln zł. Z czego 1,8 mln pochłonie rozbudowa niezwykle nowoczesnego systemu zarządzania torowiskiem firmy Tiefenbach. Pozwoli on, za pomocą peceta i myszki, sterować wszystkim, co dzieje się na rozległym torowisku, i na dodatek da oszczędności.

System już stosowany w Lotosie jest jedynym tego typu kompleksowym rozwiązaniem w naszym kraju. Zaczynające się tuż za bramą firmy tory PKP nie pozwalają na podobne rozwiązania. Tyle że to Lotosowi brakuje 1,5 km do PKP-owskiej trakcji elektrycznej. I to dlatego nieliczne elektrowozy na usługach gdańskiej spółki muszą być ciągnięte do stacji w Olszynce przez lokomotywy spalinowe.

Nie tylko Gdańsk

Do Grupy Lotos należą także rafinerie w Czechowicach-Dziedzicach, Jaśle i Gorlicach. We wszystkich rafineriach grupy firma Lotos Kolej obsługuje ponad 80 km torów. Ale to oczywiście tylko fragment działalności.

Jeśli czytelnik czytający ten tekst pofatyguje się na stronę internetową Lotosu Kolej, to ze zdumieniem stwierdzi, że firma ma łącznie ledwie 80 cystern i około 60 lokomotyw. Jakim cudem przewozi nie tylko miliony ton paliw, lecz także kruszywa z Dolnego Śląska?

Otóż od lat Lotos korzysta z wagonów Dyrekcji Eksploatacji Cystern (należącej do amerykańskiej firmy GATX). Na usługach Lotosu Kolej jest około 2 tys. wagonów GATX. Ponadto blisko 30 proc. przewozów dla Lotosu Kolej realizują zewnętrzni kontrahenci, np. PKP Cargo.