logo

Komunikaty
Coraz więcej przemawia za tym, że brytyjski Rotch Energy może wypaść z gry o przejęcie Rafinerii Gdańskiej. Jeśli resort skarbu rzeczywiście wyłączy brytyjskiego inwestora z procesu prywatyzacji, to nie wyklucza on, że wystąpi o odszkodowanie. Niedawno doszło do kilku spotkań między przedstawicielami Nafty Polskiej (NP), Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) i PKN w sprawie prywatyzacji pomorskiej rafinerii. Z nieoficjalnych informacji wynika, że odbyły się one bez udziału Rotch Energy, który już od dwóch lat bezowocnie stara się o zakup spółki z Gdańska. - Podczas rozmów kolejny raz zastanawiano się, czy Rotch Energy jest potrzebny jako pośrednik w tej transakcji - mówi jedna z osób zaangażowanych w proces prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej (RG). Ponawiające się informacje o możliwości wyeliminowania Rotcha z procesu prywatyzacji RG dziwią przedstawicieli brytyjskiej firmy. - Jesteśmy gwarantem realizacji programu inwestycyjnego w RG. Przygotowaliśmy wspólnie z Orlenem najlepszą ofertę zakupu akcji i podniesienia kapitału spółki, opiewającą na 270 mln USD. Planowane wsparcie rozwoju firmy sięga z kolei 330 mln USD - mówi przedstawiciel brytyjskiego inwestora. Nie wyklucza również, że jeśli Rotch wypadnie z gry, wystąpi z roszczeniami o odszkodowanie za straty poniesione w związku z przygotowaniami do prywatyzacji. Według niego, decyzje jeszcze nie zapadły, a strona rządowa cały czas rozważa m.in. koncepcję sprzedaży RG konsorcjum Rotch Energy-PKN Orlen, wniesienia aportem RG do Orlenu bądź niezależnej drogi rozwoju tej spółki. - Rozstrzygnięcie powinno nastąpić do 24 marca - twierdzi nasz rozmówca. Koncepcja wyłączenia z gry Rotcha mającego wyłączność na prowadzenie negocjacji oznaczałaby konieczność unieważnienia przetargu. Taki scenariusz nie budzi zachwytu Orlenu. - Mogłoby to opóźnić proces prywatyzacji o 12-18 miesięcy. Nowe rozwiązania - jeśli istnieją - utrudniłyby Skarbowi Państwa realizację wielu planów restrukturyzacyjnych i prywatyzacyjnych - twierdził niedawno w rozmowie z "PB" Zbigniew Wróbel, prezes PKN Orlen. W podobnym duchu szef Orlenu wypowiadał się wcześniej w wywiadzie dla "PB". - To była nasza przepustka do nieba - jedyna możliwa droga do rozpoczęcia negocjacji z Naftą Polską. Gdyby nie współdziałanie z Rotchem, musielibyśmy czekać na rozpoczęcie całego przetargu od nowa, co wydłużyłoby prywatyzację i konsolidację sektora o wiele miesięcy. Postawiłoby to pod znakiem zapytania udział Polski w scalaniu sektora naftowego w Europie Środkowej. Nie można też zapomnieć, że według oferty Orlen sfinansuje tylko jedną czwartą zakupu, tymczasem Rotch odda nam zarządzanie operacyjne - mówił prezes Wróbel. Tymczasem podczas niedawnych rozmów NP, MSP i Orlenu pojawił się kolejny wariant wniesienia RG aportem do Orlenu. - Najpierw do Rafinerii Gdańskiej zostałyby włączone trzy rafinerie południowe, a następnie całość wniesiona aportem do płockiej rafinerii - mówi osoba zaangażowana w proces prywatyzacji sektora. Przyjęcie tego wariantu byłoby częściowym spełnieniem planów zawartych w programie rozwoju gdańskiej spółki. Zakłada on bowiem powiązania kapitałowe z Jasłem, Czechowicami i Glimarem. Tyle tylko że taki alians miał być podstawą do tworzenia konkurencyjnego do Orlenu koncernu naftowego Rafinerii Gdańskiej. Paweł Janas